Rzecz o Aniołach

Piotr rędziniak

"W świątyniach uczynionych ręką ludzką, ręką architektów, ręką artystów namalowane, wyrzeźbione anioły nieskończenie w dzień i w nocy śpiewają, tańczą i grają, zwłaszcza kiedy nas w nich nie ma.".

Jest niezliczona liczba określeń powiązanych z aniołami. Począwszy od nowo narodzonych dzieci, o których mówimy „jaki aniołek”, czy ukochanych osób, dla których rezerwujemy słowa „mój aniele”. O pięknej dziewczynie mówimy, że jest „anielskiej urody”, a o empatycznej osobie myślimy, że jest „jak anioł”. Anioł potocznie, na co dzień, kojarzy nam się z urokliwymi przedstawieniami na pamiątkowych obrazkach z okazji chrztu czy pierwszej komunii albo z turystycznych suwenirów. Aniołek w postaci dziecięcej (jako putto – ulubione przedstawienie w baroku) to standardowa ozdoba w postaci figurki na półkę czy nawet bombki na świąteczną choinkę. Najczęściej jest jednak przedstawiany jako piękna kobieta o młodzieńczym, niewinnym wyglądzie, w półprzezroczystej, powłóczystej sukni, ze skrzydłami – chociażby grecka Nike.
Od wieków aniołowie byli inspiracją dla artystów. Sposób ich przedstawiania zmieniał się, tak jak zmieniały się sztuka i społeczeństwo. Już w wielu kulturach antycznych możemy spotkać obrazy uskrzydlonych istot – mężczyzn, kobiet i zwierząt. Niektóre z tych bardziej znanych to monumentalne uskrzydlone figury z pałaców asyryjskich czy rzymskie uskrzydlone istoty z Pompejów.
W malarstwie najstarsze wizerunki aniołów odkryto w prehistorycznym Egipcie. Hebrajskie mal’ak, greckie angelos, łacińskie angelus oznaczają tyle co „wysłannik”. Nimb nad ich głowami oznaczał usankcjonowany kult aniołów już w V wieku. Odtąd zaczęto modlić się do aniołów i zrozumiano misję, jaką mają oni wobec ludzi. Kościół zrozumiał, że aniołowie to wyraz największej, jedynej dbałości Boga o ród ludzki i jego zbawienie – najwyższy wyraz i ucieleśnienie miłości Boga do człowieka. Anioł czuwa i prowadzi człowieka do Jego miłości. Od narodzin, przez życie i śmierć – według wiary nie tylko katolickiej – aniołowie są z nami.

Śmiem twierdzić, że nasi aniołowie mają nasz wizerunek i są doskonałym odbiciem nas samych. Ktoś kiedyś napisał, że strojem anioła jest czystość, dlatego jest nagi. Najpiękniej wyraził to Antonio Canova w figurze Anioła Śmierci, który stoi przy grobowcu Stuartów w bazylice św. Piotra w Watykanie – przepięknego anioła, który towarzyszy pochówkowi. Naga postać z opuszczonymi skrzydłami i zakrytą twarzą oznacza całkowite odcięcie się od ziemskich spraw, wprowadza zmarłych w zupełnie inny świat. Przypomina o jeszcze jednej prawdzie: że przychodzimy na ten świat i odchodzimy z niego nadzy… Nie zabierzemy z niego nic poza tym, co mamy we wnętrzu, co przenieśliśmy w naszych „dzbanach”.

Artyści przedstawiali aniołów z różnych powodów. W malarstwie sakralnym właściwie od zawsze anioł był motywem ilustrującym biblijne opowieści i zapowiedzi (jak w Apokalipsie) czasów przyszłych – ostatecznych. Bo Anioł nie ma tylko białobłękitnego koloru… Przypisywano im też różne atrybuty i symbole. Aniołowie wielbią Boga przez śpiew, taniec, grę na instrumentach.

Cała Biblia jest wypełniona prawdami związanymi z aniołami. W obydwu częściach – w Starym i Nowym Testamencie – potwierdza obecność aniołów i ich wpływ na losy biblijnych postaci. Aniołowie są w opowieści o Samsonie; w Księdze Rodzaju i śnie Jakuba pojawia się drabina Jakubowa, po której wchodzą i schodzą na ziemię aniołowie Pańscy. I w bardzo znanej historii o tym, jak Abraham decyduje się poświęcić swojego syna w ofierze Bogu, jednak anioł powstrzymuje go i za jego czyn – jakże symboliczny (nowotestamentowe poświęcenie Jezusa Chrystusa przez samego Boga) obiecuje mu, że będzie ojcem narodów.

W Nowym Testamencie aniołowie zwiastują narodziny najpierw tego, który ma prostować ścieżki – Jana Chrzciciela – będącej w podeszłym wieku św. Elżbiecie, a później narodziny Jezusa jego matce, Najświętszej Maryi Pannie. Pastuszkom ogłaszają Jego narodziny. Dzieje Apostolskie opisują post Chrystusa na pustyni, kiedy szatan kusi go wizją aniołów, którzy będą go nosić, jeśli skoczy ze skały. Anioł ratuje św. Piotra z więzienia, w które wtrącił go Herod. Otwiera mu okowy i bramy więzienia, odprowadza go przez jedną ulicę… i znika. Anioł w końcu zwiastuje nad pustym grobem zmartwychwstanie Jesusa Chrystusa i pociesza niewiasty, które towarzyszą Jego zbolałej matce.

To bodaj w największym skrócie historie, które w dużej części swojej twórczości przedstawia, ilustruje (?) Maria Monikowska-Tabisz. Nad tym pytajnikiem się zastanowimy. Aniołowie w twórczości artystki są niewątpliwie głównym podmiotem jej prac zarówno malarskich, jak i graficznych. Malarskich w sensie technologicznym – zarówno obrazów olejnych, jak i (rzadkich) pasteli na kartonach. A graficznych w zaskakująco nowoczesnych grafikach komputerowych.

Ale zacznijmy od początku: kiedy rozmawialiśmy jakiś czas temu o wystawie i nadaliśmy jej ten roboczy tytuł Rzecz o Aniołach Marylka (bo tak autorkę prywatnie nazywam) „zapaliła się”, nie wiedząc, nie wierząc, że zdoła sporą galerię wypełnić samymi aniołami. Duża część wystawy to nowe obrazy, w których zaskakuje również nową dla siebie techniką malarską. Mnie osobiście imponuje, że dojrzała artystka sięga po odmienny warsztat i odkrywa dla siebie inną metodę malarską. Piszę „dojrzała”, bo wystawa, którą prezentujemy w rzeszowskim BWA, została zorganizowana w 50-lecie twórczości Marii Monikowskiej-Tabisz. I rzadko się zdarza, by artysta z obranej stylistycznie i warsztatowo drogi w pewnym momencie zaryzykował dalsze poszukiwania i eksperymenty. Jest to domena raczej młodych twórców. Sam dwadzieścia lat temu swoją wystawę nazwałem świadomie Poszukiwania – tym bardziej jej gratuluję!

Rzecz o Aniołach to nie tylko wystawa, ale również katalog, który na długo po niej pozostanie, a zawiera również bogatą część merytoryczną i obszerną biografię artystyczną Marii Monikowskiej-Tabisz.

Przyglądam się wystawie, która składa się z prac malarskich i graficznych. Anioł jest głównym bohaterem obrazów i grafik Marii Monikowskiej-Tabisz. Raz przedstawiony w sposób dosłowny, w takim wizerunku, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni – postać w szacie, ze skrzydłami – innym razem to tylko zgeometryzowana figuracja postaci ludzkiej zaopatrzonej w coś w rodzaju skrzydeł – to zwłaszcza w grafikach. Mam z nimi szczególne skojarzenia. Pamiętam wystawę w galerii „r_z” pt. Mądrość Syracha, do której również miałem przyjemność napisać słowo wstępu w 2017 roku, gdzie artystka zwizualizowała fragmenty tekstów z Księgi Syracha za pomocą liternictwa. Typografia wprawdzie pojawiła się wcześniej w sztuce pop-artu (Pierre Alechinsky czy Roy Lichtenstein), ale w tych pracach ogromne znaczenie miał kolor liter, który wyrażał swoiste emocjonalne zaangażowanie w ich odczytanie. W aniołach pokazanych w grafikach odczytuję zupełnie inne rzeczy. Przypominają mi wideoklipy muzyki elektronicznej z lat osiemdziesiątych XX wieku, gdzie chodzi o pewne wibracje, które czuje się w trzewiach… W miejscu, w którym pojawia się anioł, powietrze drga, rozchodzi się jego aura. Temperatura tego powietrza też wydaje się wyczuwalna. I to głównie w grafikach artystki dominują łagodne przestrzenie podkreślone płaską plamą pastelowego koloru, który rozbijają liczne, biegnące w różnych kierunkach kreski rysujące promienie i kształty (przykładem są grafiki z cyklu Zwiastowania).

W najnowszych obrazach artystka dokonała dwóch nowych zabiegów. Pierwszym z nich jest fakt, że maluje cyklami i buduje wcale nieoczywiste dyptyki i tryptyki. Drugim zabiegiem, już stylistycznym, jest zmiana palety barwnej na znacznie ciemniejszą. Tu postacie aniołów i postaci biblijne są już bardziej czytelne, realistyczne. Jak chociażby scena anioła z Abrahamem czy wspomniane już uwolnienie św. Piotra z więzienia. Ciemne tło podbija tu moc owego promieniowania, światła, jakie bije od tych nieziemskich istot – niekiedy światło to jest dowodem na przybycie anioła, który jest poza kadrem obrazu. W tych nowych obrazach Maria Monikowska-Tabisz zmienia również sposób kładzenia farby na płótnie, nawiązując nieco do malarstwa impresjonistycznego, którego przedstawiciele posługiwali się metodą puentylizmu, polegającą na kładzeniu farby w postaci małych plamek za pomocą cienkiego pędzla. Maria natomiast maluje techniką własną bez używania pędzla. Sposób ten w moim rozumieniu to odmienna metoda na pokazanie tej energii, która dzieje się w przedstawieniu. Powietrze znowu tu drga i czuć tu gorąco pustyni.

Jak mówi sama artystka: „Ja nie wierzę w Anioły, ja jestem przekonana o ich obecności”. Poczucie obecności jest dla niej niezwykle ważne – sprawia ono, jak napisałem w tekście do Księgi Syracha, że obrazy te są przepełnione świadectwem wiary artystki w to, co maluje, w to, o czym opowiada. I ta wiara w obecność aniołów jest potwierdzona życiowymi doświadczeniami. Wiele by przytaczać anegdot z historii, które łączą mnie z Marylką. To dzięki niej uwierzyłem w swojego Anioła Stróża!

Ale wróćmy do jej malarstwa. I do pytania, czy są to ilustracje, czy na swój sposób artystka właśnie słowo (!) zamienia w obraz, pokazując nam własne przeświadczenie. Aniołowie dla Marii Monikowskiej-Tabisz to rodzaj energii, którą za pomocą swych dzieł, ich kolorytu, kształtów, powtarzających się konturów współcześnie przywraca naszej świadomości. Demitologizuje, mówi: „Są!”. Są w naszej przestrzeni, jako byty doskonałe, „fruwają” między nami, tylko że my ich nie widzimy. Żeby je zobaczyć, przypomnieć sobie o nich, musimy zobaczyć wystawę Rzecz o Aniołach Marii Monikowskiej-Tabisz w rzeszowskim BWA.